Blog użytkownika
Środa [17.12.2008, 16:51]
Dzisiaj chwyciłam się tego tematu, zauważając w zeszycie Młodej temat "pola graniastosłupów". I szczerze zastanowiłam, po co się tego uczyć, po czym usiadłam na kanapie i próbowałam sobie przypomnieć sytuację, w której musiałabym pola graniastosłupów obliczać.
Nie przypomniałam sobie ani razu. Więc poprosiłam Młodą, żeby mi dała zeszyt. Dała mi, a ja sobie przeglądnęłam i po raz kolejny pogrążyłam się w rozmyślaniach - czy to jej się kiedykolwiek przyda? Pole trójkąta, trapezu i wykuwanie tych teorii na pamięć. Przecież siedząc, przypuśćmy w biurze, i tak za nic sobie nie przypomnę, czego to uczyłam się dziesięć lat temu, włączę google, zobaczę, jak coś się liczy, po czym poobliczam to w kalkulatorze.
W szkołach w gruncie mało rzeczy, których się uczą dzieciaki, ma charakter praktyczny, przydatny codziennie. Rozumiem, że uczeniem się daty ucieczki Henryka Walezego ćwiczy się pamięć, że przez matematykę szlifuje inteligencję, i bez tego zapewne wychowa się jakiś idiotów, ale i bez przesady. Przecież szlifować inteligencję można również inaczej.
I zdanie Grey, mojej koleżanki. Skoro poprosiła, żeby to dać, to daję. Ku chwale ludzkości.
Więc tak: nauczyciele uczą nas często zupełnie niepotrzebnych informacji (takich jak np. rozkładanie zdań) tylko w jednym celu, aby osoby, które także będą się zajmować uczeniem dzieci przekazywały im te wszystkie "mądrości".
komentarzy
Sobota [29.11.2008, 19:19]
Aha, i przepraszam za błąd w poprzedniej notce. La Fontaine żył w XVII wieku, ale mam klawiaturę zalaną herbatą, toteż niektóre klawisze się przycinają.
Dzisiejsza notka też tak jakby w formie bajki pisana, ale przeze mnie. Ostatnio młodej czytałam jakąś bajkę, i nasunęła mi się takowa powiastka.
Był sobie królewicz, który nie był jeszcze królem, ale w gruncie rzeczy i tak rządził. Król jednak zawzięcie blokował ustawy królewicza, w związku z czym spadało mu poparcie. Królewicza lud znacznie bardziej wolał od króla, bo królewicz nie robił nic, a lud przyzwyczaił się, że jak władza coś robi, to robi źle i najlepiej jest, jak nie robi nic. Więc książe wyrastał na przyszłego króla, a sam król próbował robić coraz więcej, ale wciąż mu nie wychodziło i lud coraz bardziej nie lubił króla.
Krótko, ale konkretnie.
komentarzy
Poniedziałek [27.10.2008, 17:34]
"Żaba ujrzała wołu,
Co wzroste, sięgał olbrzyma.
Mogąc co do wielkości z jajem iść po społu,
Zazdrością podniecona, pręży się, nadyma,
By dorównać zwierzęciu, męczy się usilnie.
-Siostro - mówi - zważaj pilnie:
Czy już dosyć? Mówże! Czym mu dorównała?
-Nie.
-A teraz?
-Bynajmniej.
-Czym dość już nabrzękła?
-O, jeszcze ci daleko! - I gadzina mała
Tak się nadęła, że pękła.
Wielu ludzi winno się dojrzeć w tym obrazie.
Mieszczuch wznosi pałace na wzrór pańskich dworów,
Każde książątko ma ambasadorów,
Każdy markiz chce mieć pazie."
"Żaba i wół"
Jean De La Fontaine.
Pan La Fontaine trzeba przyznać, pisał bajki uniwersalne, bo przecież żył w XII wieku...
Chociaż czy do końca bajki?
komentarzy
Sobota [25.10.2008, 19:32]
Doczepię się znowu religii. A raczej religijności. Bo zdarzyło mi się iść ze sklepu pod kościołem akuratnie wtedy, kiedy skończyła się msza i z wnętrza kościoła wysypywali się emeryci, dzieci i dorośli. I idę, a ci wychodzą i jak nie zaczną klnąć! Aż uszy bolą. Nie mam nic przeciwko przeklinaniu w małej ilości - ale żeby prawie każde słowo, to naprawdę. Miałam ochotę zwrócić im uwagę, i po chwilowej rozterce przystanęłąm i mówię do tych staruszków:
-Przepraszam bardzo, ale są państwo przecież pod kościołem, a Bóg chyba nie lubi bluźnierstw, a tym bardziej świeżo po komuni, prawda? - Na co najstarszy chyba na to:
-Pani niech się lepiej nie wtrąca. Nie pani sprawa.
Zadziwiające. Potem jeden z tych emerytów nakrzyczał na jakiegoś dzieciaka, że klnie. Jakiś inny dzieciak szukał swojej zaginionej komórki, inny się żalił, że matka go wbrew woli do kościoła wysyła.
Nie rozumiem, jak można na kimś wymuszać pójście do kościoła. To jest przecież wymuszona modlitwa tak jakby, katolicyzm na pokaz.
Katolicyzm na pokaz. Większość katolików należy do tej grupy. Chodzą do kościoła, biorą komunię, po czym wychodzą i po kolei łamią wszystkie przykazania.
Nie ma to jak wspólnota kościelna...
komentarze
Sobota [27.09.2008, 11:11]
No właśnie. Zazwyczaj czepiamy się polityków, że kłamią i owijają zanadto w bawełnę. A tu pojawia się taki Janusz Palikot i mówi bez ogródek, szczerze, choć nieco kontrowersyjnie. I co? Na wejściu dostaje pogrzebaczem po głowie.
Skupię się na tych najgłośniejszych wypowiedziach Palikota oraz niektórych cytatów z jego bloga.
"Uważam prezydenta za chama".
A kto z ludzi normalnych tak nie uważa? Prezydent to jest niewychowany cham, o "ego rozdętym do monstrualnych rozmiarów".
"Belzebub z Torunia".
I tu też 100% racji. Rydzyk omamia starych ludzi i wyciąga od nich pieniądze, rzekomo na "cele boże". Maybach celem bożym, ciekawe, ciekawe...
"Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową?"
Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. Jak czasami prezydent uderzy jakimś tekstem, albo czasami jak się zachowuje, to klękajcie narody. I klęczą. Ze śmiechu.
"PZPN to burdel, w którym dziwki zarażają HIV-em."
I to przecież też jest prawda. Korupcja i nicnierobienie.
I tyle właściwie powinno wystarczeć. Bo Palikot jest szczery po prostu, a Polacy za to go właśnie tak nie lubią.
*
Aha, i jeszcze coś: nie popieram PO ani żadnej innej partii.
komentarzy
Środa [17.09.2008, 17:38]
Dawno nie pisałam, oj dawno... No cóż, mniejsza z tym, przejdę do rzeczy.
Bo osobiście zastanawia mnie, po co wogóle istnieje Instytut Pamięci Narodowej. Przecież to tylko chłonie pieniądze i nie przydaje się na nic.
Tylko tyle, że politycy mogą się nawzajem błotem obrzucać, mówiąc, że ten i ten donosili, jakiego to oni pseudonimu używali... Boże, i po co nam to? Ile to było lat temu? Czy to się jeszcze wogóle dzisiaj liczy?
Wątpię, bo kogoś poza starymi dziadkami, które nie umieją się odnaleźć w teraźniejszości, to tkwią w przeszłości, to obchodziło. To przecież było dwadzieścia lat temu, do cholery!
Krótka ta notatka, ale co tu się rozpisywać... Ogólnie wniosek: z IPN'u to powinno się zrobić szybko, tanio i łatwo: wieeeeelkie ognisko!
komentarzy
Czwartek [28.08.2008, 16:41]
Właśnie. Tarcza antyrakietowa mająca chronić Amerykę. Po spirytus ona nam właściwie jest potrzebna?!
Lech Kaczyński z dumą przypisuje sobie zasługę jaką rzekomo jest podpisanie umowy o tarczę. Ale ja na miejscu prezydenta raczej nie mówiłabym o tym z dumą.
Bo tarcza tak właściwie służy tylko i wyłącznie Amerykanom, a nam produkuje tylko wrogów. Bo Rosja przecież mimo wszystko może w nas czymś rąbnąć. A z resztą nie tylko Matuszka Rosja.
Zakładając, że tarcza jednak się przyda (Amerykanom) to tylko Amerykanom. I wtedy mniej więcej będziemy w takiej sytuacji, że jeśli już tarcza jakiśtam pocisk rozwali, to zawsze może w nas tych pocisków rąbnąć więcej i pierdut. I 1/4 kraju może być w zniszczeniu skąpana. Bo jak mniej więcej takie zniszczenie wygląda - każdy wie. Ogółem - mnóstwo gruzów, trupów i ludzi, którzy przeżyli, ale stracili wszystko.
Cholera, przecież trzeba było powiedzieć "nie" i odrzucić stanowczo projekt tarczy. Wątpię, żeby Ameryka rzuciła się na nas z pazurami, prędzej ze zmartwionym Bushem mówiącym o tym, jak wielki błąd Polska popełnia. A tak to mimo wszystko ktoś może się rzucić na nas. Z rakietą. A wtedy nasz Wielki Przyjaciel na pewno nie przyjdzie do nas z pomocą - przecież Ameryka będzie bezpieczna, a o to głównie chodzi. Mniejsza o środki.
I z góry dziękuję za komentarze pod tym wpisem, pod poprzednim i pod moim pierwszym.
komentarzy
Wtorek [26.08.2008, 16:34]
Dzisiaj ruszę temat o dzieciakach. Określenie "młodzież" jakoś mi tak nie leży.
Bo osobiście zastanawia mnie to, jak wychowuje się dziecko, które w wieku lat czternastu potrafi sobie żyły podciąć bo prawdopodobnie nie zobaczy nigdy na żywo Brada Pitta. Bo takie dzieciaki są. Wystarczy chociażby przytoczyć przypadek, o którym niegdyś słyszałam chyba w radiu.
Jakaś dziewczyna, chyba piętnastoletnia, była przeogromną fanką Tokio Hotel. Chyba tak to się nazywało. I rozpaczała, że nie może jechać na koncert, bo w domu sytuacja była niezbyt wesoła. Ojciec za granicą z problemem z robotą i matka nauczycielka w podstawówce. Toteż wzięła sprawy w swoje łapki, ukradła rodzicom pieniądze i policja złapała ją w pociągu do Niemiec. I czy to jest normalne?
Przygnębia mnie również fakt słownictwa. Bo dzieciaki prześcigają się w rzucaniu wulgaryzmami. I to do zupełnej przesady. I znowóż przytoczę przykład, jak to mam w zwyczaju. Szłam z rynku do domu za grupką nastolatków. Aż trudno było wyłowić tekst rozmowy, bo co drugie słowo na k. Postanowiłam się nie wtrącać, bo jeszcze by mi po tym została pamiątka w postaci śliwki pod okiem. Bo przeklinający byłi rośli, jak się patrzy. Być może to tylko sterydy, ale wątpię, żebym dała radę obronić się ziemniakami. Bo dzieciaki są agresywne. I do tego zrobię następny enter.
Właśnie. Agresja. Bo dzieciaki są cholernie agresywne. Wystarczy przecież, kiedy lekcje się skończą, przejść się wokół szkoły. I na pewno wynajdziemy jakąś bójkę. A piorą się niemiłosiernie, byłam świadkiem, ale cyrk przerwałam. Bo co mi może 12-letni gówniarz zrobić? I czy się odważy coś zrobić? Okazało się, że ani jeden ani drugi się nie odważył. Być może była to zasługa psa, ale mniejsza z tym. Potem takie dzieciaki kończą podstawówkę, idą do gimnazjum i tam już biją niekiedy nauczycieli. A nauczyciel nic nie może zrobić - bo wtedy taki delikwent idzie do dyrektora i żali się, co też zły belfer mu uczynił. I nauczyciel potrafi stracić pracę i potem jeszcze rodzice tego dzieciaka potrafią mu aferę robić i po sądach biedaka taszczyć.
Przejdę do części żeńskiej. Bo tu też bynajmniej jest co wyliczać. Chociażby sam ubiór niektórych "panienek". Wszystko na wierzchu, makijaż jak baba 50-letnia i spróbuj coś takiej gówniarze powiedzieć, to cię poczęstuje bogatą wiązanką przekleństw i dorzuci, że jesteśmy zboczeni, bo się przypatrujemy. Popatrzmy chociaż po tych dwóch dziewczynach, które swoją rówieśniczkę zabiły, bo chciała pozostać dziewicą. Czy też po tych gimnazjalistkach, o których pisała LadyRotten, grożących koleżance. To był tylko groźby, ale jak spojrzeć na treść, to aż się w żołądku potrafi wywrócić. Bo te dziewczyny wyniosły to z domu. Przecież u nich w domu też się tak mówi i stąd to. Jak starzy mogą, to i ja mogę, na tej zasadzie.
Paranoja. Mogłabym jeszcze się rozpisać, ale cierpię na chwilowy brak czasu.
komentarzy
Poniedziałek [25.08.2008, 19:42]
... A więc witam.
Jestem ateistką z problemami z kręgosłupem. Jak to mówią kościelni, kara boża. I tyle wystarczy na mój temat.
O sobie rozpisywać się nie będę. Nie jestem jakąś ważną osobistością, żeby świat koniecznie wiedział, jak mam na imię i nazwisko.
Mówiąc szczerze, to pewnie, tak jak wszędzie, narobię sobie i na Pardonie przeciwników. Ktoś mi nawet powiedział, że zdanie mam kontrowersyjne na równi z Dodą Elektrodą.
No więc zacznę od sprawy, która od pewnego czasu mnie nęka.
Ogólnie wiele spraw mnie nęka, i zapewne od tego typu zdań będę swoje rozpiski zaczynać.
Ale wracając do takowej sprawy...
... To niech zostanie nią dzisiaj... Hmm... Władza i nietykalność kościoła w ciemnym narodzie polskim. Powinno być na początek.
A więc, jak zapewne każdy z nas wie, ksiądz jest w Polsce nie jest i nie będzie na równi z normalnym człowiekiem, mimo iż od takowego różni się jedynie pojemnością portfela i sutanną. A chociażby wystarczy spojrzeć na tego 18-latka, który księdza rzekomo ubił. To dostał dożywocie. Gdyby zrobił to samo np. urzędnikowi wracającemu do domu po dniu pracy, dostałby zapewne lat 25. Wyszedłby pewnie po roku za dobre sprawowanie. A tak to będzie do końca kiblował.
Kościół ciemny lud trzyma w łapie również przez spowiedź. Ktoś się na księdzu w jakieś tam kwestii sprzeciwi. A ksiądz od razu się uśmiecha słodziutko i wali tekstem tupu "a chcesz, żeby Jadzia się dowiedziała, że ją zdradziłeś?" i tego typu teksty. Bo księża dziś w odbycie mają tajemnicę spowiedzi.
I co tam jeszcze mi leży? Aha. Molestowanie.
No właśnie. Na wsiach to plaga niemalże. Bo księży-zboczeńców jest mnóstwo, jak Polska szeroka. A ludzie nic księdzu nie robią, bo to przecież ksiądz, nietykalny niczym święta krowa w Indiach. Dzieci rozpaczają, niektóre popełniają samobójstwa - ale ksiądz jest nietykalny w dalszym ciągu. Bo ksiądz to jest taka polska święta krowa.
komentarzy
Poprzednie » « Następne Oglądasz 1–9 z 9
Dzisiaj chwyciłam się tego tematu, zauważając w zeszycie Młodej temat "pola graniastosłupów". I szczerze zastanowiłam, po co się tego uczyć, po czym usiadłam na kanapie i próbowałam sobie przypomnieć sytuację, w której musiałabym pola graniastosłupów obliczać.
Nie przypomniałam sobie ani razu. Więc poprosiłam Młodą, żeby mi dała zeszyt. Dała mi, a ja sobie przeglądnęłam i po raz kolejny pogrążyłam się w rozmyślaniach - czy to jej się kiedykolwiek przyda? Pole trójkąta, trapezu i wykuwanie tych teorii na pamięć. Przecież siedząc, przypuśćmy w biurze, i tak za nic sobie nie przypomnę, czego to uczyłam się dziesięć lat temu, włączę google, zobaczę, jak coś się liczy, po czym poobliczam to w kalkulatorze.
W szkołach w gruncie mało rzeczy, których się uczą dzieciaki, ma charakter praktyczny, przydatny codziennie. Rozumiem, że uczeniem się daty ucieczki Henryka Walezego ćwiczy się pamięć, że przez matematykę szlifuje inteligencję, i bez tego zapewne wychowa się jakiś idiotów, ale i bez przesady. Przecież szlifować inteligencję można również inaczej.
I zdanie Grey, mojej koleżanki. Skoro poprosiła, żeby to dać, to daję. Ku chwale ludzkości.
Więc tak: nauczyciele uczą nas często zupełnie niepotrzebnych informacji (takich jak np. rozkładanie zdań) tylko w jednym celu, aby osoby, które także będą się zajmować uczeniem dzieci przekazywały im te wszystkie "mądrości".